Войти
запомнить меня
или

Книги - 297303 Жанры - 263 Авторы - 66370 Серии - 6302 Пользователи - 85553




— Tam… — zaczął lekarz. Był przytomny, ale mówienie sprawiało mu ból, a utrzymywanie się na powierzchni świadomości przychodziło z niewiarygodnym trudem. Zdawał się czepiać krawędzi rzeczywistości, wisieć na niej koniuszkami palców — chciał powiedzieć coś ważnego…

— Idziemy — powiedział jeden z przybyszów. Był ogromny. — Bo nie zdążymy.

— Tu jest list — powiedział drugi mężczyzna, niższy i bardzo chudy, bo kombinezon wisiał na nim jak na kołku, i podał Milosowi dużą niebieską kopertę. — Tylko tyle zdążyliśmy przygotować. Sprawozdanie i dane z obserwacji.

Milos wziął kopertę, ale wyglądało na to, że nie wie, co z nią począć. Bauer odebrał mu ją.

Pawłysz położył rękę na ramieniu Milosa.

— Bierz się do roboty — powiedział. Ranny był nieprzytomny.

3

„Ci ludzie muszą być bardzo zmęczeni — myślał Pawłysk. — Albo po prostu im się nie spodobałem”. Kuter wszedł w wysokie chmury. Sterował olbrzym. Był wręcz fantastycznie brudny, i chociaż drugi mężczyzna, chudy, również był fantastycznie brudny, to gdyby urządzić im zawody, wygrałby jednak pilot. Pawłysz pomyślał, że pilot musi mieć na planecie perfidnego wroga, który z samego rana wykąpał go w błocie. A może tam u nich nie ma wody i w dodatku potłukły się wszystkie lustra?

Olbrzym chyba się domyślił, o czym myśli nowy lekarz, bo odwrócił się i powiedział:

— Koszmarny widok, prawda? — Błękitne oczy na tle umorusanej twarzy wyglądały jak porcelanowe.

Pawłysz nie ośmielił się zaprzeczyć.