Войти
запомнить меня
или

Книги - 297303 Жанры - 263 Авторы - 66370 Серии - 6302 Пользователи - 85728




— Nie przedstawiliśmy się sobie. Jestem Jim — powiedział ogromny pilot.

— Leskin — odezwał się chudy, który prawie leżał w fotelu. Oczy miał zamknięte.

— Władysław Pawłysz. Sława — i powiedziawszy to Pawłysz poczuł, że chyba zbyt wcześnie na poufałość.

— Doktor Pawłysz — powiedział Leskin. — No cóż, bardzo nam przyjemnie.

— Co dolega chorym? — zapytał Pawłysz.

— Różne rzeczy — odparł pilot Jim Leskin ponownie zamknął oczy. — Leopold ma złamaną nogę. Duża Tatiana — febrę. Pozostali — rozmaicie. Do koloru, do wyboru…

— A pan? — Pawłysz od razu chwycił byka za rogi.

— Ja? — pilot zmieszał się i popatrzył na Leskina, ale nie uzyskał od niego pomocy. Wówczas puścił dźwignię steru i zakasał rękaw powyżej łokcia. Spod kombinezonu wyłoniła się głęboka, jeszcze nie zagojona rana, jakby od ciosu siekierą. — A na febrę chorowałem już dwa razy — pocieszył skwapliwie Pawłysza.

— Jim, nie strasz doktora — powiedział Leskin wysokim, i nieco histerycznym głosem.

— Zajmę się panem zaraz po wylądowaniu — powiedział Pawłysz. — Po dwóch dniach nie będzie nawet śladu.