Войти
запомнить меня
или

Книги - 297303 Жанры - 263 Авторы - 66370 Серии - 6302 Пользователи - 85728




— Serdecznie witamy w naszych skromnych progach — powiedział. — Na szczęście mży…

Stojąc obok niego Pawłysz czuł się jak liliput. Leskin wziął torbę Pawłysza.

— Proszę zaczekać — powiedział — wyjdą nam na spotkanie.

Rozległo się stukanie w drzwi. Trzykrotne. Jim cofnął się na rufę, aby otworzyć właz ładunkowy. Leskin powiedział:

— Proszę nie marudzić.

Pawłysz przekroczył próg, a Leskin, podtrzymując go pod rękę tak energicznie, jakby miał ochotę odciągnąć go na bok. poprowadził do łazika, stojącego o trzy kroki od kutra. Właz łazika był otwarty na oścież. Stał na nim szczupły chłopak, umorusany jak wszyscy pozostali, gapił się w niebo i nie zwracał najmniejszej uwagi na Pawłysza. Jim wyciągał pojemnik ładunkowy, Pawłysz chciał mu pomóc, ale tutaj najwidoczniej nie wolno było tego robić, gdyż Leskin wepchnął go do łazika, zwykłego ekspedycyjnego łazika, zagospodarowanego jak przytulny dom. Pawłysz zerknął nawet na drugi od włazu haczyk, gdzie powinna wisieć jego kamera, jak to było jeszcze w zeszłym roku.

Jim z chłopaczkiem wpychali do wnętrza nieporęczny kontener, co nie było proste. Spieszyli się. Leskin usiadł przy otwartym górnym włazie, wyglądał na zewnątrz i milczał.

Kiedy pojemnik znalazł się już w środku, malutki kierowca zwrócił się do Pawłysza i powiedział głębokim, pięknym głosem:

— Dzień dobry, doktorze. Jestem Mała Tatiana.

Pawłysz przedstawił się, z największym trudem powstrzymując się od uwagi, że nigdy jeszcze dotąd nie widział tak brudnej kobiecej twarzy.