Войти
запомнить меня
или

Книги - 297303 Жанры - 263 Авторы - 66370 Серии - 6302 Пользователи - 85728




Mała Tatiana sprawnie zajęła miejsce kierowcy i ruszyła tak gwałtownie z miejsca, że Pawłysz omal nie wyrżnął głową w swój ulubiony hak. Pomyślał, że nie zdążył nawet zauważyć, jaka tu jest pogoda. Łazik podskakiwał na wybojach. Załoga stacji nie bawiła się w budowę drogi.

5

Łazik jechał chwilę po równym, a potem gwałtownie się zatrzymał. Światło za iluminatorami zmieniło się, stało się ciepłe, żółte.

— Jesteśmy na miejscu — powiedziała Tatiana.

Pawłysz zauważył, że jego towarzysze podróży natychmiast rozluźnili się, jakby znikło napięcie, które dotychczas im doskwierało.

— Niech pan mi pomoże wyładować pojemnik — powiedział Jim. — Szkoda byłoby rozbić coś teraz, kiedy znaleźliśmy się w domu.

— Słusznie — zgodził się Pawłysz. — Zwłaszcza że w środku są śledzie i czarny chleb.

— Śledzie — ucieszył się Jim. — W takim razie sam poniosę kontener niczym skąpy rycerz swój ukochany kuferek. — Najwidoczniej pilot miał słabość do przysłów i porzekadeł.

Tatiana otworzyła właz i tym razem nikt nie zabraniał Pawłyszowi wyjść na zewnątrz.

Łazik stał w garażu, zbudowanym solidnie, jak bastion twierdzy. Drzwi były zamknięte. Garaż był jasno oświetlony i na pierwszy rzut oka widać było, że jest wygodny, a nawet przytulny, jak bywają przytulne pracownie lub warsztaty, których gospodarze nie troszczą się o opinię otoczenia, lecz po prostu mieszkają tam i pracują.

Przed łazikiem stała szczupła kobieta z krótkimi, puszystymi, wijącymi się ciemnymi włosami, które opadały jej grzywką na czoło. Miała drobniutką twarz z ostrym podbródkiem i wielkimi oczyma, a kąciki jej pełnych warg były odrobinę uniesione do góry. Była widocznie pedantyczną czyścioszką, bowiem ani na kombinezonie, ani na twarzy, ani na wąskich dłoniach Pawłysz nie dostrzegł najmniejszej skazy. „Wody mają tu pod dostatkiem” — stwierdził w duchu.