Войти
запомнить меня
или

Книги - 297303 Жанры - 263 Авторы - 66370 Серии - 6302 Пользователи - 85704




W sobotę wieczorem- Julka nagle zamknęła się sama w kabinie, a gdy po godzinie wyszła, Ganszyn aż jęknął: gdzie podziała się jego „pierwsza naiwna”? Zamiast niej pojawiła się młodziutka księżniczka, przed którą człowiek mimo woli chciał przyklęknąć, zasalutować szpadą… Jak udało jej się zabrać ze sobą taką sukienkę i jeszcze przyczepić namagnesowane podkówki do srebrzystych pantofelków z jakimiś niezwykłymi, błyszczącymi klamerkami? Co robiła kontrola na kosmodromie?

Okazuje się, że to niewinne stworzenie umówiło się z Jansenem, że za godzinę zjawi się u nich z rewizytą. Znakomicie! Szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę, że Ganszyn, jej bezpośredni zwierzchnik, nic o tym wszystkim nie wiedział.

— A czy pani inżynier słyszała o czymś takim jak dyscyplina?

Zirytowany Ganszyn nałożył skafander i wszedł do śluzy. Już wczoraj popsuł się mechanizm zewnętrznych drzwi. Może zresztą tylko tak się wydawało, ale Ganszyn postanowił dla uspokojenia własnego sumienia wszystko dokładnie sprawdzić. Dłubał w tym mechanizmie jakieś pół godziny, znalazł defekt, ale nagle — Bóg wie, w jaki sposób — wypadł mu z rąk uniwersalny śrubokręt i w dodatku zabezpieczająca linka ześlizgnęła się z karabińczyka. Śrubokręt, jak maleńka srebrzysta rybka, uleciał gdzieś w kosmos, i nie było większego sensu go łapać, tak jak i złościć się na Julkę. Ganszyna o mało szlag nie trafił. Przecież o tym głupstwie trzeba teraz wszystkim zameldować, bo jest to „wypadek siódmej kategorii” i komputer służby astronawigacyjnej, biorąc pod uwagę siłę i kierunek, w jakim został rzucony śrubokręt, określi hipotetyczną orbitę tego nieszczęsnego przedmiotu i zarejestruje go w Katalogu Genewskim pod numerem, powiedzmy, 11788493, gdzie będzie figurował do tego czasu, aż dostanie się w trał Służby Oczyszczania i sortujący śmieci pracownik zamelduje, gdzie trzeba, że uniwersalny śrubokręt ze znakiem takiej to a takiej fabryki oddany został na wysypisko śmieci,Lagrange-2”… Ganszyn zamknął klapę mechanizmu drzwi i usiadł na luku zwieszając nogi na zewnątrz. Taka poza wydawała mu się bardziej naturalna, niewymuszona.

Siedział więc tak, patrząc, jak daleko w dole wolno pełzną światła ni to międzyorbitalnego holownika, ni to śmieciarki — w takich subtelnościach kiepsko się orientował. Potem spojrzał na zegarek: już był czas, żeby pojawił się Jansen. i w tymże momencie zobaczył trzy światełka, czerwone, zielone i pulsujące białe, które mknęły w jego kierunku. Jansen rzeczywiście był asem małego pilotażu, jego skuter zbliżał się prosto do otwartego luku kesonu. Tylko dlaczego nie zmniejsza szybkości? Hamuj, hamuj, bałwanie! Chcesz nam zaimponować takim podejściem?

Ganszyn nie wiedział, kiedy dotarło do jego świadomości, że Jansen nie zdąży już zahamować. Albo coś stało się z silnikiem, albo… Ganszyn dał maksymalny impuls, uskoczył w bok, potem nastąpiło zderzenie, zakręciło nim, poniosło, obiema rękami wczepił się w ramę skutera i tylko naciskał, naciskał klawisz swego silniczka umieszczonego w tornistrze na plecach. Chwilę później zrozumiał, że udało się, że burta „Arabelli” wyślizguje się spod nich, a więc jednak uniknęli najgorszego. Zapewne na parę sekund stracił przytomność, bo ujrzał nagle światła pozycyjne stacji hen daleko. Ból nieco ustąpił i Ganszyn zdołał przedostać się do pulpitu sterowniczego skutera. Silnik pracował. Ale Jansen był nieprzytomny.

Ganszyn przycupnął z boku na ramie skutera i skierował go w stronę stacji, przy okazji błogosławiąc los, że w czasie tej jazdy z przeszkodami nie zostały zerwane baterie słoneczne. To by dopiero była robota! Potem przetransportował Jansena do śluzy, jakoś ściągnął z niego skafander i dopiero wtedy zrozumiał nagle, że Jansen nie żyje.

Postawiono wszystkich na nogi, bo śmierć to „wypadek pierwszej kategorii”. Po czterdziestu minutach przybył Aszot, potem zjawił się ze sputnika-bazy lekarz, który skonstatował jedynie to, co i tak było oczywiste. Nie można było przeprowadzić sekcji zwłok na „Arabelli” i ciało (teraz już po prostu ciało) zabrane zostało na sputnika-bazę, skąd najbliższy prom powinien był zabrać je na Ziemię. Julka w jakiejś nienaturalnej pozie zastygła w kącie kabiny. Patrzyła przed siebie niewidzącymi oczyma i Ganszyn nie zdecydował się podejść do niej. A kiedy Aszot spróbował się do niej odezwać, niezbyt głośno, lecz bardzo wyraźnie powiedziała:

— A więc jednak ona go zniszczyła…

— Kto — ona?