Войти
запомнить меня
или

Книги - 297304 Жанры - 263 Авторы - 66370 Серии - 6302 Пользователи - 85517



2

Gdy tylko nadeszła wiadomość, że kuter wystartował z planety, Pawłysz pospieszył do śluzy przejściowej. Na odebranie rannego i wejście na kuter miał zaledwie 6 minut. Bauer szedł z tyłu, toczył pojemnik z medykamentami i rzeczami niezbędnymi na stacji i głośno zazdrościł. Za nim dreptał Milos i powtarzał niczym lekcję: „Druga szuflada z lewej, w prawej przegródce…” Lękał się nie tego, że zapomniał, jak trzeba leczyć, lecz raczej tego, że zapomni, gdzie co leży.

— On ci w razie czego pomoże — powiedział Pawłysz, nie odwracając głowy.

— Kto?

— Twój pacjent. Przecież to lekarz.

… Kiedy pokrywa włazu odsunęła się w bok i dwaj mężczyźni w zniszczonych, niebieskich niegdyś kombinezonach, wtoczyli nosze, Pawłysz natychmiast zrozumiał, że ten pacjent jeszcze nieprędko zacznie podpowiadać Milosowi, jak go trzeba leczyć.

W białej masie bandaży ziała szeroka szczelina na oczy i wąska na usta. Oczy były otwarte i znieruchomiałe, jakby w przerażeniu. Pawłysz przesunął nad nimi dłonią, bo wydało mu się, że człowiek nie żyje. Ale wąska szczelina w bandażach drgnęła, człowiek zauważył gest.

— Nie jest tak źle — powiedział cicho. — Nie jest źle…

Kapitan, który obserwował tę scenę na monitorze telewizyjnym w sterówce, pojął, że Pawłyszowi trudno jest wejść na kuter zostawiając na statku chorego.

— Idź, Sława — powiedział. — Jeśli będzie trzeba, wywołamy bazę.

Nosze stały w przejściu. Ludzie w kombinezonach czekali.